TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Artur Żmijewski: staram się grywać role różnorodne

Artur Żmijewski wciela się w rolę księdza detektywa od pięciu lat (fot. Jan Bogacz/TVP)
– Myślę, że widzowie lubią „Ojca Mateusza”, bo on jest niezwykle kolorowy. I przy tych wszystkich ciekawych wątkach, które staramy się wyjaśniać, jest troszkę bajkowy. Jest tam trochę takiej przypowieści, która niesie z sobą morał – mówi Artur Żmijewski o przyczynach powodzenia serialu „Ojciec Mateusz”.
Ojciec Mateusz w każdym odcinku serialu komuś pomaga. Czy kiedyś przyjdzie taki czas, że jemu trzeba będzie pomóc?

– Przychodzi taki moment, że każdy potrzebuje pomocy. Akurat w tych odcinkach, które zrealizowaliśmy dotychczas, taka sytuacja się nie przydarzyła – chodzi o ten dziewiąty sezon. Poprzednio już bywało, że ojciec Mateusz ulegał jakiemuś wypadkowi, albo był ranny, co miało miejsce w jednym z pierwszych sezonów. W tym momencie, kiedy realizujemy te odcinki, tego nie ma. Ale kto wie? Są jego bliscy, którzy potrzebują pomocy i on im tej pomocy musi udzielać.

Co w kolejnej serii spotka ojca Mateusza i innych bohaterów?

– Będzie dużo ciekawych rzeczy. Przede wszystkim będziemy mieć dużo fantastycznych aktorów, którzy pojawią się jako goście w poszczególnych odcinkach, np. Robert Gonera czy Agnieszka Wagner. Ci wspaniali aktorzy wniosą nowy, wspaniały koloryt. Będą oczywiście wątki kryminalne, czyli porwania, kradzieże, jakieś tajemnicze zabójstwa, które będą wyjaśniane przez ojca Mateusza. Będzie się więc dużo działo.

To już dziewiąty sezon serialu. W przypadku niektórych produkcji dochodzi do tzw. zmęczenia materiału. Widzowie przestają śledzić losy bohaterów. Jednak w przypadku „Ojca Mateusza” nic takiego się nie dzieje i setki tysięcy osób oglądają z zapartym tchem perypetie swojego ulubionego duchownego. Dlaczego, Pana zdaniem, tak się dzieje?

– Myślę, że widzowie lubią „Ojca Mateusza”, bo on jest niezwykle kolorowy. I przy tych wszystkich ciekawych wątkach, które staramy się wyjaśniać, jest troszkę bajkowy. Jest tam trochę takiej przypowieści, która niesie z sobą morał. Myślę, że niezależnie od tego, co by mówili nawet najbardziej zatwardziali realiści, każdy, nawet dorosły, lubi bajki pooglądać. Takie bajki, które mają bliską konotację w stosunku do ludzi. Te rzeczy, które opowiadamy, mogą się przydarzyć każdemu z nas. To są takie sytuacje dość prozaiczne, które prowadzą do niezwykłych zwrotów akcji, takiej kompletnej zmiany życie. W tym sensie więc jest to pewna rzeczywistość, ale ona się nie przydarza nam, ale naszym bohaterom, dlatego tę bajkę lubimy oglądać.
Doskonale zna Pan ojca Mateusza. Czy on ma jakiś pogląd na abdykację papieża Benedykta XVI?

– Nie wiem. Nie pytałem go jeszcze o to. (śmiech)

Każda rola to jest dodatkowy bagaż. W 1989 roku zagrał Pan w  „Lawie” w reżyserii Tadeusza Konwickiego – była to adaptacja „Dziadów” Adama Mickiewicza, a Pana rola to Gustaw-Konrad. Czy wraca Pan myślami do tamtych czasów?

– Myślami bardzo często. Natomiast nie ma już powrotu do takiej „Lawy”, do takiej realizacji. Tadeusz Konwicki nie realizuje już filmów, nie ma już Gustawa Holoubka. Pewne rzeczy się już pozamykały i są nieodtwarzalne. Natomiast mam nadzieję, że ta literatura będzie trwała.

W Teatrze Telewizji oglądaliśmy niedawno po 10 latach powtórkę spektaklu „Niuz” autorstwa i w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, który podnosi problem odpowiedzialności zawodowej oraz etycznej dziennikarzy, nie tylko telewizyjnych. Kreuje tam Pan postać Naczelnego, człowieka bardzo inteligentnego, ale i bardzo cynicznego. Ojciec Mateusz to również człowiek inteligentny, ale i prostolinijny. Te postacie radykalnie różnią się między sobą. Jakie woli Pan grać?

– Nie chciałbym być wtłaczany do jakiejś szufladki i staram się grywać role różnorodne, zarówno osobników bardzo szlachetnych, jak i tych trochę mniej szlachetnych. Jeśli zaś chodzi o sam spektakl „Niuz”, to mam wrażenie, że się w ogóle nie zestarzał, ale obecnie stał się nawet  jeszcze bardziej aktualny.

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz
Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony